piątek, 7 września 2012

Od Golda

Nut usiadła na stercie liści i zaczeła słuchać. A wtedy On powiedział.
-Dobra, dobra tak on jest moim synem i dostałem zlecenie od kogoś abym go zabił... Dostał bym za to dużo mięsa gdyż moja watacha głoduje...
-Wiesz nigdy nie dam zabić Golda...- Powiedziała Nut.
-Dobrze że nie wziąłem Kate ze sobą...-Mruknęłem pod nosem. A ich rozmowa trwała dalej :
- Tak ale wolałem poświęcić życie jednego wilka niż całej watachy!
- To akurat mnie nie obchodzi!
-A powinno! Mam propozycję dasz mi go zabić a ja nie zabiję ciebie...
-Phi! Zabić ? Mnie ? Ty mnie nawet niedotkniesz! Nie ośmiejesz się!
-Ośmieję!
-Nie! A wogóle kto cię nasłał?!
<Dokończ Nut>

czwartek, 6 września 2012

Od Nut c.d.op.Golda

Wylądowałam na ziemi.
-Grrrryyy- wyszczerzyłam zęby na obcego wilka. -ZOSTAW GO!! Jesteś na terytorium mojej watahy!!-rozkazałam tonem świadczącym że nie przyjmują sprzeciwu.
-"twojej watahy" haha ta nie będę się słuchał wilczycy.-zadrwił ze mnie.
Wyprostowałam się. I podeszłam do niego z luzem.
-Skoro tak bardzo chcesz dusić, zobaczymy jak będzie się czuł .-i odcięłam mu dopływ powietrza, uwolnił Golda i zaczął kaszleć.
-Nic ci nie jest?-spytałam Golda.
-(wdech) Nic ... chyba mi (wdech) nie jest.-wysapał.
Znowu spojrzałam na intruza.
-Masz coś jeszcze do weder?
Pomachał głową. Przywróciłam mu oddech ale za to uwięziłam go w mini tornadzie.
-Dobra nie wiem o co chodzi ale teraz mi wszystko wytłumaczycie. -powiedziałam spokojnie.
-Mogę zacząć.-powiedział Gold.
-Okej. A TY!-zwróciłam się do wilka.-Powiedz prawdę, uwierz nie chcesz okłamywać bo... silnej wilczycy.- i specjalnie sprawiłam że błysną za mną piorun. Może byłam za "ostra" ale nienawidziłam jak ktoś krzywdził kogoś z moich bliskich. A przez ostani rok i 6 miesięcy opiekowałam się Goldem .
Usiadłam na kupce  liści.
-Słucham
(dokończ Gold)

Jesień-Szkoła

Jest już jesień i zaczyna się szkoła dla młodych wilków. ;)

środa, 5 września 2012

Od Golda

Poszłem sprawdzić jak wygląda mroczny las wygrany po wojnie.... Był straszny... O.o I to baardzo. Co i rusz zawył jakiś nieznajomy wilk, ale nie bałem się... wcale...
-Witaj Goldzie Stonie . Jak tam zdrówko?
-Aaaa...! Proszę nie zabijaj!- Wcale się nie bałem -.-
-Nic się nie dzieje...
-A tak jakoś dobrze yyy... a co u ciebie?
-Grr....- Usłyszałem. To był jakiś wilk nie z naszej watachy...
-Kim jesteś.-Krzyknąłem a Ra zniknął.
- Jestem Black a ty?- Powiedział trochę milszym głosem.
- Gold... Golden Stone.
- Heh... Matka cię tak nazwała? He.
- Nie odpowiem na to pytanie. Nie powinneś być taki ciekawski.-Zbliżał się coraz bardziej...Nagle na mnie skoczył i zaczął dusić.
-Tak naprawdę nie jestem Sparki! Dobrze mnie znasz Juniorze... Jestem jestem twoim ojcem!- Nagle nadleciała Nut. Chyba słyszała co powiedział.
<Nut dokończ proszę>

poniedziałek, 3 września 2012

Od Galli c.d op. Zayn'a

- A, tak, tak! Ja jestem...
- Zayn! Zayn – usłyszałem. Spojrzałem na wejście do jaskini. Przy nich stała Gallia cała i zdrowa. Podbiegłem do niej.
- Gallio! Gallio! Nic ci nie jest! Nic – wysapałem.
- Tak, jestem cała. A ty jak się czujesz? – spytała zatroskana.
- Mi nic nie jest! Widzisz? Jestem cały – stwierdziłem.
- Tak, tak, darujmy już sobie te śpiewki – wtrąciła się Omena.
- Kim jesteś? – spytała Gallia.
- No nie, druga?! Jestem Omena, czarna z najczarniejszych wilczyc.
- To ty podpaliłaś nasz dom – krzyknęła Gallia i rzuciła się na wilczycę.
- Gallia nie...
- A masz padalcu jedny – krzyczała Gallia tarzając się z Omeną po ziemi.
- Gallia ona...
- A masz! Dobrze ci tak – krzyczała Gallia.
- Na wilczą paszczę zróbże coś bo ona mnie zaraz zabije – wrzeszczała wilczyca.
- Gallia! Przestań! To jest Omena! Ona nas uratowała – Gallia i wilczyca przestały się tarzać po ziemi.
- U... uratowała? – Jąknęła Gallia.
- Tak „padalcu”! Uratowałam was – fuknęła Omena.
- Oh, przepraszam... – Gallia zarumieniła się, a ja opowiedziałem jej o tym jak wilczyca nas znalazła.
- Tak, właśnie tak to było – potwierdziła wilczyca, gdy skończyłem jej historię.
- Ojej, tak mi przykro, że cię zaatakowa...
- Tak, tak, już dawno ci wybaczyłam. Czuję, że się polubimy. A teraz sio! Sio! Do wody! Jesteście cali czarni od sadzy! Wykąpiecie się to zjemy jabłka z ogniska.
- Jabłka – jęknąłem razem z Gallią.
- Tak, jabłka i nie marudzić mi tu póki nie spróbujecie!
- Yhym... – mruknęliśmy i wskoczyliśmy do wody.
- Wiesz... – burknąłem.
- Tak?
-  Martwiłem się o ciebie. Niezłego stracha mi narobiłaś!
- Głupek z ciebie – zaśmiała się Gallia – zamiast ratować siebie postanowiłeś ratować samice omega! To chore!
- To nie jest chore! Bardzo mi na tobie zależy – zrobiłem się cały czerwony.
- Wiesz, dla mnie ty też jesteś...
- No chodźcie kochasie, już jesteście umyci – krzyknęła Omena śmiejąc się. Pewnie słyszała naszą rozmowę i miała z tego nie mały ubaw. Oboje się zarumieniliśmy i wyszliśmy z wody. Otrzepaliśmy się.
Ogień już był rozpalony. Jabłka zamiast krwistej czerwieni teraz miały kolor raczej dobrze upieczonej babeczki.
- Jabłka gotowe. Szamać, nie gadać – powiedziała Omena widząc moją minę i minę Galli. Od niechcenia wziąłem jabłko do pyska.
- I jak? – spytała Omena.
- Mmm... Dobłe – wymamrotałem z pyskiem pełnym jabłek.
- Zayn ma raję – zgodziła się Gallia – pyszne te owoce!
- Omeno, czy mogłabyś nam opowiedzieć jakąś historię? – poprosiłem.
- Ja? No dobrze – zgodziła się wilczyca i zaczęła śpiewać:

„Byłam mała kiedy to zrozumiałam,
Przemocą nigdy się nie posługiwałam,
Rozumiałam co to miłość, radość.
I wiedziałam co to przyjaźń i moralność!
Ojcu się nie podobało to.
Wyrzucił mnie z rodziny ot co!
Ostatnia królewna,
Ostatnia watahy krewna...”

- Oh – westchnęła Gallia – ty jesteś...
- Tak, jestem ostatnią Królową Watahy Mrocznego Cienia...

Od Zayn'a

Obudziły mnie przerażające krzyki. Zerwałem się. Zobaczyłem okrutny widok. Cały las płonął żywym ogniem. Wilki krzyczały i uciekały, niektóre biły się z innymi wilkami, całymi czarnymi. Ich pełne żądzy, krwi i nienawiści oczy płonęły niewyobrażalnym blaskiem. Stałem jak wryty dopóki nie podbiegła do mnie Gallia. Krzyczała coś. W końcu ocknąłem się i zacząłem z nią uciekać przez las. Nagle przed nami załamało się drzewo. Paliło się. Skręciliśmy w inną stronę. Wszędzie było pełno ognia. Nic nie widziałem. Było czarno od dymu, wszędzie było słychać krzyki. Nagle Gallia runęła na ziemię. Nie miała już siły.

- Uciekaj głupku, ratuj siebie – jęczała. Nie mogłem tego znieść. Wziąłem ją za futro i zarzuciłem sobie na plecy. Biegłem tak na ślepo przez długi czas, krztusząc się dymem płonących drzew. Potknąłem się o jakiś konar. Wypadłem na polanę, która też była cała czarna od dymu. Słyszałem krzyki palących się wilków, mojej rodziny. Nie mogłem się ruszyć, nie miałem siły. W końcu dałem sobie spokój. Zrozumiałem, że to już koniec. Położyłem Gallię na ziemi i osłoniłem swoim ciałem. „To taki miał być mój koniec...” – myślałem. Zakręciło mi się w głowie. Wszędzie było ciemno. W końcu zapadła nicość...

***
Ocknąłem się w jakiejś jaskini. Nie rozumiałem, skąd się tu wziąłem. Podniosłem się. Przed moim nosem leżał martwy królik. Dla mnie. Szybko pożarłem danie, taki byłem głodny. Ruszyłem w stronę światła, wyjścia z jaskini. Przed nią stała wielka jabłoń osłaniająca wejście. Cała była w czerwonych jak zachód słońca jabłkach. Wszędzie rosła zieloniutka trawa. Od czasu do czasu wystawały z niej stokrotki.
-         Czy... czy ja jestem w niebie? – spytałem sam siebie.
- Nie, kretynie – usłyszałem za sobą. Odwróciłem się. Przede mną stała wilczyca taka sama, jak te wilki, które wznieciły pożar. Wpadłem w furię. Rzuciłem się na nią. Miałem ochotę ją rozerwać na strzępy, zabić i wywlec gdzieś spalając jej ciało w ogniu.
- No co? Chcesz mnie zabić? Za to, że ci pomogłam? – Wrzasnęła wilczyca. Zszedłem z niej.
- Jak to mi pomogłaś?
- No tak to – stwierdziła – szłam sobie polując na zajączki i króliczki – tu oblizała się – gdy nagle poczułam dym. Zamiast zajączków i króliczków pyk! Zobaczyłam was. Byliście nie przytomni! No to se pomyślałam: „Wilki to wilki, muszę uratować!” i ot jesteście – skończyła swoją opowieść.
- Przepraszam – zawstydziłem się – nie wiedziałem...
- Przyjmuję przeprosiny – fuknęła.
„Jaki charakterek” – pomyślałem, a wilczyca ciągnęła dalej:
- A tak w ogóle to się przedstawić nie zdążyłam! Jestem Omena, a ty?
- Ja? – zdezorientowałem się. Przestałem bujać w obłokach.
- Nie, ja! No ty, jak się nazywasz – powtórzyła Omena.

<dokończ Gallia>

niedziela, 2 września 2012

Od Golda C.D. opowiadania Kate

To było super! Nie sądziłem że się zgodzi... Przecież jestem od niej trochę młodszy. Dobra ale nikomu nie mówcie!
-Oh, Kate ja..ja nie wiem co powiedzieć!
-Nic nie mów!
-Ja...ja tak się cieszę że wkońcu się zgodziłaś!
-Ale na serio ! Mam wrażenie że ktoś nas podsłuchuje... Ciii....-Powiedziała szeptem.Słyszałem że jakiś wilk ucieka.
-Dobra to nic!-Powiedziałem-Najważniejsze że jesteśmy razem...-Powiedziałem starając się jeszcze uroczej....
-Tak Gold to najważniejsze...-Dodała.
-Wiesz.... wiem że to trudne pytanie... Ale chciałabyś mieć kiedyś dzieci? Nie teraz ale później... wiesz o co mi chodzi.... Proszę odpowiedz szczerze...
<Dokończ Kate proszę>